Wpisy

,

Work-life blending zamiast „równowagi”

Im bardziej zagłębić się w tematykę work-life balance, tym wyraźniej słychać głosy, że koncepcja ta – a raczej jej potoczne i dość dosłowne zrozumienie – nie zdała egzaminu w zderzeniu z rzeczywistością XXI wieku. Jaką mamy alternatywę?

Koncepcja work-life balance miała być lekarstwem na współczesną epidemię przepracowania i wypalenia zawodowego, która dotknęła rzesze pracowników na całym świecie. Wbrew nazwie, nie chodziło wcale o równomierny podział pomiędzy pracę, a życie osobiste, ale taki, który byłby dla nas wygodny i satysfakcjonujący. Co poszło nie tak?

Dość często winy upatruje się w rozwijającej się w imponującym tempie technologii i FOMO (ang. fear of missing out – lęku przed ominięciem czegoś ważnego). Jesteśmy podłączeni – także do online’owej przestrzeni związanej z pracą, 24 godziny na dobę. Odruchowo sprawdzamy maile i powiadomienia, co przyciąga naszą uwagę do zawodowych obowiązków nawet podczas odpoczynku i w czasie spędzanym z rodziną.

W ciekawy sposób porażkę work-life balance tłumaczą współautorzy książki „Nine lies about work” –  Marcus Buckingham i Ashley Goodall w artykule „Work-life balance is a myth. Do this instead” dla magazynu Time:

„Work-life balance stanowi przedziwne dążenie do życiowego spełnienia (…). Ta fałszywa nadzieja jest pogarszana poprzez same kategorie. Sugerują, że praca (work) jest zła, a życie (life) jest dobre; że zatracamy się w pracy, by odnaleźć się na powrót w życiu; że staramy się przetrwać w pracy, a żyć życiem. Wyzwaniem jest więc – jak nam się wmawia – by odnaleźć równowagę pomiędzy ciężarem pracy, a lekkością życia. A przecież praca nie jest przeciwieństwem życia. Jest go częścią – tak samo jak rodzina, przyjaciele i społeczność czy hobby. (…) Jeśli postrzegamy pracę jako wrodzone zło, które potrzebuje przeciwwagi, tracimy z oczu szansę na zmiany na lepsze.”[1]

Nieuchronne przenikanie

Work-life blending stanowi wyraz sprzeciwu wobec postrzegania pracy wyłącznie jako odrębnego bytu. Work i life, rozumiane jako życie zawodowe i życie prywatne, tworzą swego rodzaju symbiozę, nie podlegając podziałowi na negatywne i pozytywne kategorie. Krytycy tej koncepcji żartują, że work-life blending stanowi świetne wytłumaczenie dla pracoholików, którzy nie są w stanie oderwać myśli od zawodowych obowiązków. Odzierając to z pejoratywnego wydźwięku – work-life blending może stać się receptą dla tych, którzy traktują pracę jako źródło spełnienia i motywacji, niedające się wpisać w 40-godzinny tydzień pracy. I nie chodzi tu wcale o rozszerzanie czasu pracy do granic możliwości, ale taką jej organizację, która będzie postrzegana przez pracownika jako komfortowa, a dla pracodawcy – efektywna. Sprawdzanie maili o 21:00 czy odebranie służbowego telefonu będą w porządku, tylko jeśli Ty zdecydujesz, że tak chcesz funkcjonować.

Blending rozłożony na czynniki pierwsze

  • Funkcjonuj w zgodzie z samym sobą: koncepcja work-life blending powinna być źródłem samozadowolenia, a nie powodem do zmartwień. Jeśli poświęcasz się pracy wieczorami i masz poczucie, że robisz to kosztem relacji z bliskimi – wcale nie blendujesz życia zawodowego z prywatnym, ale powoli doprowadzasz się do frustracji i wypalenia. W work-life blending to Ty decydujesz kiedy jest odpowiedni moment na zajęcie się konkretnym obszarem i w jakim stopniu chcesz się temu poświęcisz. Możesz eksperymentować, modyfikować plan działania, by odnaleźć taki „blend”, który będzie Cię w pełni satysfakcjonował.
  • Naucz się ustalać priorytety: ani „balance” ani „blending” nie sprawią, że czas, którym dysponujesz będzie wystarczający, by zrealizować wszelkie plany i w każdym z obszarów odnieść sukces. Ustalanie priorytetów jest niezbędne dla efektywnego funkcjonowania i wyzbycia się frustracji związanej z nakładaniem na siebie nierealnych oczekiwań. Naucz się myśleć kategoriami jakościowymi częściej niż ilościowymi.
  • Powtarzaj sobie „sprawdzam”: nie goń za czymś, czego nie jesteś nawet w stanie sprecyzować. Raz na jakiś czas poświęć chwilę, by zastanowić się, czy jesteś w miejscu, które Cię satysfakcjonuje. Czy myśląc o swoich relacjach z bliskimi, czujesz spokój? Czy sytuacja w pracy sprawia, że masz poczucie spełnienia? Czy każdy z ważnych obszarów Twojego życia jest przez Ciebie „zaopiekowany”? Odpowiadając na te pytania łatwiej będzie Ci zweryfikować, czy rzeczywiście work-life blending działa prawidłowo, a Ty czujesz się komfortowo.
[1] https://time.com/5601671/work-life-balance-advice-love-loathe/
,

Projekt rozwojowy: porażka

Najlepsze uczelnie na świecie wprowadziły do programu nauczania projekty wykorzystujące analizę dotychczasowych porażek w celu identyfikacji sposobów na osiągnięcie sukcesów. Jak działają takie programy i dlaczego stanowią wartościową formę rozwojową również w organizacjach biznesowych?

Kiedy 8 lat temu magazyn Harvard Business Review przeanalizował artykuły amerykańskiego wydania, identyfikując konteksty, w jakich słowo „porażka” (ang. failure) pojawia się najczęściej[1], główny wniosek dotyczył ewolucji postrzegania tego zjawiska. W latach 1990-1992 „porażka” towarzyszyła „usługom”, od 2000 do 2003 dotyczyła „pracowników”, następnie dostało się „prezesowi firmy” (2004-2006), a zakończyło na „ryzyku” (2007-2009). Jak traktujemy porażkę obecnie? Przeglądając tytuły publikacji medialnych poświęconych temu zagadnieniu, nie sposób nie zauważyć, że dziś zamiast szukać winnych, wolimy wyciągać wnioski na przyszłość. Nie pozostaje to jedynie w sferze dobrych rad z biznesowych artykułów. W praktyce doskonale radzą sobie z tym najlepsze uczelnie wyższe na świecie, które oferują swoim studentom i pracownikom projekty opierające się na oswajaniu niepowodzeń i wyciąganiu z nich wniosków.

Success-Failure Project Uniwersytetu Harvarda

Pierwsza w Akademickim Rankingu Uniwersytetów Świata uczelnia, w ramach Biura Doradztwa Naukowego, wspierającego rozwój i zaangażowanie studentów w projekty edukacyjne, oferuje im Success-Failure Project, który „ma na celu stworzenie okazji do rozmów i refleksji – poprzez dyskusje panelowe, warsztaty, wieczorne dialogi z wykładowcami i inne wydarzenia – o doświadczeniu i znaczeniu sukcesu, porażki, błędów, odrzucenia i odporności.”[2] Szeroko o swoich porażkach w ramach cyklu „Reflections on Rejections” (z ang. „Refleksje na temat odrzucenia”) mówią dziekani, wykładowcy, obecni i byli studenci uniwersytetu. „Beyond the Success Paradigm” zawiera natomiast portrety absolwentów i ich przemyślenia na temat doświadczeń, które sprecyzowały ich definicję sukcesu i porażki. Jednym z głównych założeń autorów projektu jest zwrócenie uwagi, że obydwa te pojęcia należy klasyfikować nie jako finalny efekt, ale jako element procesu uczenia się.[3]

„Stanford, I Screwed Up!”

Prestiżowy Stanford University, zlokalizowany w Dolinie Krzemowej – światowym centrum innowacji i rozwoju nowych technologii, traktuje porażkę jako doskonałą okazję do świętowania. Co roku studenci biorą udział w „Stanford, I Screwed Up!” (z ang. „Stanford, schrzaniłem/-am to!”) – wydarzeniu upamiętniającym „epickie niepowodzenia” z ich życia. Dzielą się swoimi doświadczeniami poprzez opowiadanie historii, deklamowanie wierszy, śpiewanie piosenek, materiały video i inne, dowolne formy kreatywne. Event jest częścią większego programu Stanford Resilience Project, powstałego z inicjatywy Wiceprezesa ds. Nauczania i Uczenia się, w celu „znormalizowania doświadczeń porażki w kampusie i poza nim” i wsparcia społeczności Stanford w radzeniu sobie z niepowodzeniami.[4]

Film zapowiadający wydarzenie „Stanford, I Screwed Up!”, źródło: kanał YouTube Vice Provost for Teaching and Learning at Stanford

 

Failure Fund dla studentów Davidson Collage

Projekt Davidson Collage o przewrotnej nazwie Failure Fund (z ang. „Fundusz na porażki”) ma natomiast zachęcić studentów do podejmowania ryzyka i kreatywnego działania, nierozerwalnie związanego z odnoszeniem mniejszych lub większych porażek. Granty w wysokości do 1000$ są przyznawane autorom innowacyjnych pomysłów, nawet jeśli nigdy nie realizowali takiego przedsięwzięcia w przeszłości, a praca nad nimi wydaje się pasmem niepowodzeń. Warunkiem akceptacji nagrody jest deklaracja, że w przeciągu kolejnych siedmiu tygodni student dokona znaczących postępów, by osiągnąć określony cel oraz przeanalizuje swój proces twórczy i wyciągniętą z niego naukę. Beneficjentami Failure Fund byli m.in. twórcy marki Forbidden Renaissance, oferującej platformę wymiany doświadczeń i sklep internetowy z odzieżą, popularyzujące porozumienie ponad podziałami rasowymi, politycznymi czy płciowymi.

Organizacja doceniająca porażki

Strach pracowników przed niepowodzeniem, wzmocniony strachem przed publicznym przyznaniem się do winy to nie jedyne przeszkody jakie stoją na drodze do wdrożenia „kultury doceniania porażek” w organizacji. Często wpływa na to ma również nastawienie menedżerów, którzy z jednej strony starają się unikać błędów jak ognia, a z drugiej zaś – gdy już jakieś się pojawią, szukają winnych. Choć głośno mówi się o tym, by czerpać naukę z porażek, po cichu traktujemy je jako powód do wstydu. To z kolei może doprowadzić do niechęci wobec podejmowania ryzyka i korzystania z niesprawdzonych dotychczas rozwiązań.

Wiadomym jest, że nie każde niepowodzenie będzie rodzić pozytywne konsekwencje. Także wyciągania wniosków z błędów należy się nauczyć. Być może właśnie wprowadzenie w organizacji tego typu mniej formalnej aktywności, jak: cykliczne spotkanie, konkurs czy online’owa platforma wymiany doświadczeń pracowników, stanowić będzie pierwszy krok do oswojenia porażki i lęku przed jej konsekwencjami. Istotne jednak, by tego typu zmiana nastawienia dotyczyła nie tylko podwładnych, ale również ich przełożonych. W przypadku rynkowych gigantów (Amazona, Coca-Coli, Netflixa), pierwszy klocek, który buduje fundament zmiany, podkładają ci na najwyższych stanowiskach. Tak jak James Quincey, CEO Coca-Cola Co., który w wywiadzie dla CNN[5] potwierdził:

„Musimy próbować różnych rzeczy. Nie każda z nich zadziała. Nie oznacza to jednak, że musimy się zamartwiać pojawiającą się porażką. Musimy się uczyć, iść do przodu i odkrywać na nowo.”

Aby móc rzeczywiście uczyć się na niepowodzeniach, należy przede wszystkim uspójnić sposób interpretacji „porażki” i „sukcesu” w ramach organizacji. Ilu pracowników i ile osobowości, najpewniej tyle definicji tych zagadnień. Tymczasem, myślenie tymi samymi kategoriami i traktowanie – np. na wzór autorów projektu Uniwersytetu Harvarda – porażki i sukcesu jako nieodłącznych elementów procesu rozwoju, a nie finalnego wyniku naszych wysiłków, może przygotować ich do otwartego mówienia o popełnianych błędach.

 

[1] https://www.hbrp.pl/a/dlaczego-nie-wyciagamy-nauk-z-sukcesu/15swFXtkX
[2] https://bsc.harvard.edu/success-failure-project
[3] Tamże
[4] https://medium.com/@stanfordmag/stanford-i-screwed-up-8a64ad73d5d5
[5] https://money.cnn.com/2018/02/05/investing/coca-cola-ceo-james-quincey-boss-files/index.html
,

Jak zmienić podejście do zmiany?

„By stać się lepszym, należy się zmieniać. By dość do perfekcji – należy się zmieniać często” – słowa Winstona Churchilla wydają się najlepiej przedstawiać nieuchronność zmian i fakt, że chcąc rozwijać się zarówno na polu zawodowym, jak i prywatnym, unikanie ich jest wręcz niemożliwe. Przyglądamy się więc książkom, których lektura ułatwi przejście przez ten wymagający proces.

„Gdy góra lodowa topnieje. Wprowadzanie zmian w każdych okolicznościach” John Kotter, Holger Rathgeber, Peter Mueller, tłum. Michał Lipa, Wydawnictwo HELION

Dla kogo: tych, którym do pierwszego kroku w stronę zmiany, potrzebna jest silna inspiracja

Gdy John Kotter – autorytet, ekspert w dziedzinie badań nad mechanizmami skutecznej zmiany, opisał swą koncepcję ośmiu kroków po raz pierwszy, jego książka „Jak przeprowadzić transformację firmy” stała się jednym z najgłośniejszych tytułów poświęconych temu zagadnieniu. Oparta na szczegółowych wynikach badań, rzuciła nowe światło na mechanizmy decydujące o efektywności wdrażania zmiany. Kotter nie spoczął jednak na laurach i wraz z menedżerem Holgerem Rathgeberem nadał przełomowej metodologii, zupełnie nową, lżejszą formę: „Zamiast dużo mówić o teorii, postanowiliśmy wykorzystać metodę, która przez wieki pomagała ludziom uczyć się świata skuteczniej niż wszystkie inne sposoby: postanowiliśmy opowiedzieć bajkę.” „Gdy góra lodowa topnieje” to 150 stronicowa opowieść o kolonii pingwinów, która z dnia na dzień staje przed problemem pękającej góry lodowej, potencjalnie skutkującym utratą domu, bezpieczeństwa, a nawet życia. Choć książka wizualnie przypomina publikację stworzoną z myślą o dzieciach (duży rozmiar fontu i kolorowe ilustracje towarzyszące historii), idealnie odzwierciedla ona organizacyjną rzeczywistość, gdzie entuzjaści zmiany przeplatają się ze sceptykami, a na drodze efektywności wdrożenia stoi wiele przeszkód, w tym zakorzenione w kulturze organizacji tradycje. „Gdy góra lodowa topnieje” spotkała się ze sporym entuzjazmem czytelników i do dziś jest jedną z najchętniej czytanych pozycji, która ma inspirować do zmiany. „Zamówiłam i rozdałam pracowników sześćdziesiąt egzemplarzy. Oceniłam jej wpływ na proces transformacji i we wrześniu zamówiłam dalsze pięćset egzemplarzy. To prawdziwa perełka” – oceniła Heidi King, Menedżer Programów z Departamentu Obrony U.S.A. – i niech ten cytat będzie najlepszą rekomendacją książki Kottera 🙂

„Zmień perspektywę i otwórz się na innych. Wprowadź zmiany w życiu i w pracy” Arbinger Institue, tłum. Monika Malcherek, Wydawnictwo MT Biznes

Dla kogo: dla tych, którzy największą przeszkodę do wdrożenia zmiany widzą w samych sobie

Obawa przed nieznanym, lęk przed utratą poczucia komfortu, brak odwagi, niechęć wobec perspektywy narastających obowiązków – czynników blokujących zmianę może być wiele, jednak przeważająca część z nich ma wspólny mianownik: naszą postawę wobec otoczenia. To właśnie w tym elemencie autorzy, skupieni wokół Arbinger Institue upatrują szansy na sukces skutecznego wdrożenia zmiany: „(…) najsilniejszym motorem zmiany nie jest modyfikacja przekonań na własny temat, lecz fundamentalna przemiana sposobu postrzegania własnych relacji z innymi i swoich powinności wobec nich.” Ich książka to poradnik prezentujący koncepcję otwartości na innych i zasad wprowadzania w życie „nawyku patrzenia na świat z perspektywy innej niż własna.” Autorzy „Zmień perspektywę i otwórz się na innych” prowadzą czytelnika od podstawowych zagadnień zachowań i postawy, przez pojęcie otwartości i sposobów otwarcia się na innych, po wykorzystanie zdobytej wiedzy w procesie wdrażania zmian w organizacji. Ciekawe ujęcie, które potwierdza, że identyfikację problemów i poszukiwanie rozwiązań, warto zaczynać od siebie.

„Zarządzanie zmianą, czyli jak przeżyć nieustającą przeprowadzkę” Piotr Puczyński, Wydawnictwo HELION

Dla kogo: tych, którzy poszukują sensu w zmianach

„Idealna organizacja to taka, w której zmiany się po prostu dzieją” – przekonuje autor „Zarządzania zmianą, czyli jak przeżyć nieustającą przeprowadzkę”. Czy jest to jednak konieczne? Książka Piotra Puczyńska to nie tylko – jak można przeczytać na okładce – zbiór metodyk zmiany i wskazówek, jak je wdrażać, ale także rozważania nad samą istotą zmiany, jej złożonością i nieuchronnością. Doskonale wpisuje się tym w dostrzegalną od pewnego czasu narrację, że elastyczność i umiejętność adaptowania się do zmian będzie jedną z najistotniejszych kompetencji przyszłości. Przyszłości niepewnej, dynamicznej, niechętnej długoterminowym planom. Książka Puczyńskiego oswaja więc zmiany, udowadniając, że o ile są one nieodłącznym elementem naszego życia, to z każdej z nich można czerpać pozytywne inspiracje, a obserwując ewolucję świata zewnętrznego, przenosić te mechanizmy do rozwijania naszych organizacji.

Inne tytuły warte uwagi: 

 

 

Artykuł powstał we współpracy z księgarnią internetową Casani.eu 

, ,

Jak mówić, by nas słuchano?

Julian Treasure, ekspert z zakresu komunikacji i dźwięku, swoje wystąpienie TED Talks zaczął słowami: „Ludzki głos: instrument, którego używa każdy. Jest to najpotężniejszy dźwięk na świecie, jedyny, który może rozpocząć wojnę, lub powiedzieć „Kocham cię”. Jednak wiele osób ma poczucie, że gdy mówią, nikt ich nie słucha. Dlaczego tak jest? Jak możemy mówić z mocą zdolną do zmieniania świata?”[1] Odpowiedzi na zadane przez niego pytania szukamy w 4 inspirujących książkach.

„Mówca doskonały. Wystąpienia publiczne w praktyce” Agata i Jerzy Rzędowscy, Wydawnictwo Onepress 

Dla kogo: osób, których kalendarz służbowy pęka w szwach od spotkań, prezentacji i wystąpień na konferencjach

Czy utrzymywanie uwagi odbiorców i wpływanie na ich postawę można rozpatrywać w kategoriach talentu? Czy trzeba się urodzić doskonałym mówcą, by prowadzić zachwycające prezentacje? Już na jednej z pierwszych stron, Agata i Jerzy Rzędowscy przekonują: „Ta książka jest właśnie o kompetencjach. Nie o talencie ani szczęściu! Talent nie zależy od Ciebie. Może go masz, może nie. Zdobycie kompetencji to coś, na co masz wpływ.” Ich „Mówca doskonały” to zwięzły i konkretny, a przy tym bardzo syty zbiór wskazówek i przykładów z życia. Autorzy, oprócz wskazania 5 umiejętności doskonałego mówcy i narzędzi, jakimi może się posługiwać, identyfikują najczęściej stosowane rodzaje wystąpień (w tym prezentację handlową, przedstawienie raportu, przeprowadzenie wykładu czy przemówienie kryzysowe). Każde z nich rozkładają na czynniki pierwsze, by krok po kroku przeprowadzić czytelnika przez tajniki angażującej odbiorców przemowy. Dzięki temu „Mówca doskonały” staje się praktycznym przewodnikiem, dla wszystkich tych, którzy poszukują gotowych recept na sukces biznesowych wystąpień.

„TED Talks. Oficjalny poradnik TED. Jak przygotować wystąpienie publiczne” Chris Anderson, tłum. Magdalena Goc-Ryt, Wydawnictwo Bez Maski

Dla kogo: tych, którzy chcą zawładnąć emocjami swoich odbiorców

Jeśli się uczyć, to wyłącznie od najlepszych! 🙂 TED Talks – nieustające źródło inspiracji, światowy fenomen, synonim zachwycającego wystąpienia. Nic więc dziwnego, że polecając tytuły poświęcone temu zagadnieniu, nie mogliśmy pominąć książki autorstwa kuratora konferencji TED. Kiedy Anderson przyjmował to stanowisko i prezentował swoją wizję, w ten sposób przedstawił kluczowe wartości TED: „Prawda, ciekawość, różnorodność, żadnej sprzedaży ani korporacyjnych bzdur, żadnej walki o popularność, oportunizmu, szerzenia własnych poglądów. Po prostu pogoń za tym, co interesujące, gdziekolwiek jest, przez wszystkie dziedziny tu obecne.” Kilkanaście lat później najpopularniejsze wystąpienia z konferencji TED ogląda ponad 50 milionów internautów. Jak wypracować choć ułamek takiego sukcesu? Koniecznie sięgnijcie po książkę Andersona.

„Mów i zwyciężaj. Jak perswazyjnie prezentować  w każdej sytuacji” Brian Tracy, tłum. Dorota Strumińska, Wydawnictwo MT Biznes

Dla kogo: tych, którzy poszukują sprawdzonych możliwości rozwoju kariery zawodowej

4 000 prezentacji, 5 000 000 odbiorców, 46 krajów – tak liczbowo prezentuje się doświadczenie Briana Tracy’ego w zakresie wystąpień publicznych. Dziś, dzięki latom praktyki jest jednym z najbardziej cenionych mówców motywacyjnych na świecie. W swoim „Mów i zwyciężaj” zwraca uwagę, że umiejętność przemawiania służy nie tylko zaprezentowaniu koncepcji i przekonaniu do niej odbiorców, ale również rozwojowi kariery. Nowe kontakty, uwypuklenie swoich mocnych stron, przeprowadzanie efektywnych prezentacji handlowych – to tylko niektóre, podejmowane przez Tracy’ego tematy. Dużą zaletą tej pozycji są również wskazówki dotyczące radzenia sobie z trudną publicznością, która traci uwagę i poddaje w wątpliwość przekazywane treści.

„Porywaj tłumy jak Napoleon Hill. Najlepsze mowy i wystąpienia” Napeolon Hill, J.B. Hill, tłum. Olga Kwiecień, Wydawnictwo Onepress

Dla kogo: tych, którzy szukają inspiracji, jak w przemówieniach motywować innych

Historia życia Napoleona Hilla jest idealnym materiałem na film – od ubogiego dzieciństwa i konieczności porzucenia studiów ze względu na sytuację finansową, przez inspirującą rozmowę z miliarderem i wywiady z najsłynniejszymi osobami ówczesnych lat, po karierę w roli doradcy prezydenta. Książka „Porywaj tłumy jak Napoleon Hill”, przedstawiająca najsłynniejsze przemówienia Hilla, stanowi zapis jego ścieżki jako mówcy motywacyjnego. Traktuje ona o Tematach przez duże „T”: biedzie, walce o sukces, przeciwnościach losu, podejmowaniu najważniejszych wyborów życiowych. Pomimo upływu lat słowa Hilla są wciąż zaskakująco aktualne. I tak, jak wtedy inspirowały jego słuchaczy, tak i teraz – mogą inspirować nas.

 

 

Artykuł powstał we współpracy z księgarnią internetową Casani.eu 

 

[1] https://www.ted.com/talks/julian_treasure_how_to_speak_so_that_people_want_to_listen/transcript

, ,

Myśl, projektuj, przedstawiaj

Stworzenie merytorycznej i wartościowej koncepcji to jedno, ale do przykucia uwagi odbiorców, by w ogóle zechcieli się z nią zapoznać, potrzebny jest wizualny „efekt wow”. Opracowanie estetycznej prezentacji, zgodnej z CI firmy, w wielu przypadkach okazuje się niewystarczające. Jak zachwycić oko, by dać sobie szansę na zachwycenie głowy?

 „Pokaż, opowiedz, zainteresuj. Jak przygotować i przeprowadzić niezwykłą prezentację” Dan Roam, tłum. Leszek Sielicki, Wydawnictwo Onepress

Dla kogo: dla osób poszukujących inspiracji i gotowych, przydatnych rozwiązań

Biorąc do ręki tytuł autorstwa Dana Roama, niemal od razu na myśl przychodzi skojarzenie z książeczkami dla dzieci. Niewielki format, oszczędny layout, grafiki skupiające uwagę czytelnika, opisane krótkimi, konkretnymi wskazówkami. Dopiero lektura książki uświadamia, że tworzenie nadzwyczajnych prezentacji wcale nie jest dziecinnie proste. Dan Roam ma jednak umiejętność opisywania relacji prezentujący-odbiorca w trafny sposób, który naprowadza czytelnika na właściwy trop. Przykład? „Nasz cel, jako prezenterów, jest prosty: Pomóc innym zobaczyć to, co widzimy my” – taką wskazówkę przeczytać można na jednej z pierwszych stron „Pokaż, opowiedz, zainteresuj” i chyba nie sposób lepiej określić myśli, jak powinna nam towarzyszyć w tym procesie. I to jest właśnie największą zaletą książki Roama: nie tylko wyposaża on swoich odbiorców w narzędzia i sposoby pracy, ale przede wszystkim zmienia ich myślenie na temat prezentowania autorskich pomysłów. Czy ktoś z nas wcześniej pomyślał, że prezentacja składa się z trzech elementów, a wśród nich znajduje się nie tylko nasza koncepcja, ale również my i nasi słuchacze? „Pokaż, opowiedz i zainteresuj” to jednocześnie mała i wielka rzecz!

 

„Slajd:ologia. Nauka i sztuka tworzenia genialnych prezentacji” Nancy Duarte, tłum. Maksymilian Gutowski, Wydawnictwo Onepress

Dla kogo: tych, którzy potrzebują sprawdzonych narzędzi komunikacji biznesowej

Druga z naszych propozycji sprawdzi się w szczególności wtedy, gdy pracujemy nad prezentacją na spotkanie biznesowe, a to ze względu na poruszenie takich zagadnień jak: tworzenie diagramów czy czytelne i przejrzyste przedstawianie danych i wyników. Nancy Duarte (jedna z najważniejszych przedstawicielek sztuki tworzenia prezentacji w Dolinie Krzemowej) dokłada do tego inne ważne elementy, np.: analizę odbiorców prezentacji czy zarządzanie jej podstawowymi składowymi (kolorystyką, tłem, typografią). Wszystkie swoje wskazówki zamyka w 5-zdaniowym manifeście. Dodatkowym atutem „Slad:ologii” jest uzupełnienie rozdziałów case study, z inspirującymi przykładami. Must have na liście każdego menedżera.

 

„Myślenie wizualne 2.0. Skuteczna komunikacja” Karolina Jóźwik, Wydawnictwo MT Biznes

Dla kogo: dla tych, którzy równie mocno co z PowerPointem, lubią pracować z kartką papieru i mazakiem

Pierwsza część „Myślenie wizualne w biznesie” i nowsza propozycja „Myślenie wizualne 2.0. Skuteczna komunikacja” to doskonałe tytuły dla tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z wizualizacją koncepcji. Autorka – Karolina Jóźwik przekonuje, że myślenie wizualne to „swego rodzaju lekarstwo, dzięki któremu pomagamy sobie zarządzać (…) chaosem informacji.” Jako alternatywę dla PowerPointowych prezentacji proponuje kartkę papieru i długopis, które dadzą nam podstawę do dalszego działania. Wzbogacenie notatek o proste rysunki i schematy, samodzielne tworzenie ikon, zobrazowanie historii – to tylko niektóre z zabiegów, jakie warto wcielić w życie, by wizualizacja informacji weszła nam w krew. Po inne zapraszamy Was do lektury „Myślenia wizualnego” 🙂

 

„Storytelling danych. Poradnik wizualizacji danych dla profesjonalistów” Cole Nussbaumer Knalfic, tłum. Krzysztof Krzyżanowski, Wydawnictwo Onepress

Dla kogo: profesjonalistów, którzy chcą przekształcić nudne tabelki w barwne opowieści

Niemal w każdym kontekście postęp technologiczny rozpatruje się zarówno jako błogosławieństwo, jak i przekleństwo. Nie inaczej jest w tym przypadku: z jednej strony mamy dostęp do coraz to bardziej zaawansowanych narzędzi umożliwiających wizualizację treści, a z drugiej zaś – technologia dostarcza nam taką ilość danych, że niemożliwym staje się ich kompletne opracowanie. Autor „Storytellingu danych” kładzie w tej sytuacji nacisk na umiejętność przekształcenia danych w interesujące historie. Jaki jest jego klucz do sukcesu? Opisuje go przy pomocy 6 kroków: zrozumienia kontekstu, wyboru odpowiedniego wykresu, eliminacji śmieci, kierowania uwagą odbiorców, myślenia niczym projektant i przedstawiania historii. Co to oznacza w praktyce? By znaleźć odpowiedzi, koniecznie sięgnijcie po jego książkę!

 

Artykuł powstał we współpracy z księgarnią internetową Casani.eu 

, ,

Jak uciszyć wewnętrznego perfekcjonistę?

Chyba każdy zetknął się kiedyś ze zdaniem, że osiągnięcie sukcesu wymaga ciężkiej i żmudnej pracy. Być może lektura „Zrobione! Naucz się kończyć to, co zacząłeś” Jona Acuffa i MT Biznes to jedyna okazja by usłyszeć: „Chcesz coś osiągnąć? Zmniejsz cel o połowę, zrezygnuj z innych aktywności i po prostu baw się dobrze!”.

„Zrobione! Naucz się kończyć to, co zacząłeś” to książka, która wzbudzi w czytelnikach dążących do zawodowej doskonałości szereg skrajnych emocji – od irytacji i gniewu, przez zwątpienie, aż po pewnego rodzaju wewnętrzny spokój. To w końcu do nas – perfekcjonistów – już na pierwszych stronach autor z rozbrajającą szczerością pisze: „Nie bardzo wiem, jak ci to powiedzieć, ale… Nie masz szans na idealny wynik. Z wielką przykrością muszę cię uprzedzić, że na pewno coś ci się nie uda. Zupełnie niewykluczone, że wiele rzeczy ci się nie uda. Na początku coś może ci się zupełnie nie udać. Być może potkniesz się już o linię startu…”. Chwilę wcześniej przywołuje autorskie badania przeprowadzone na potrzeby książki. Ich wyniki potwierdzają, że przytłaczającej większości (aż 97%) respondentów zdarzyło się odrzucić pomysł, ponieważ wydał im się niewystarczająco dobry. Jon Acuff upatruje w perfekcjonizmie przeszkodę dla osiągnięcia celów, a tym samym – skończenie rozpoczętych zadań.

Przytoczone we wstępie statystyki, wedle których 92% postanowień noworocznych kończy się niepowodzeniem nikogo chyba nie dziwią. Zrzucić 10 kilogramów, ćwiczyć cztery razy w tygodniu, oszczędzać co miesiąc na zagraniczne wakacje… Jon Acuff obnaża absurd stawiania sobie zbyt ambitnych wyzwań. W dowcipny, ale skuteczny sposób uczy swoją książką stawiania racjonalnych celów i projektowania ścieżki ich realizacji przy użyciu zdrowego rozsądku. Cieszy również to, że podchodzi on do tematu kompleksowo. Prowadzi swoich czytelników od etapu przygotowań i przeżycia pierwszego „dnia nie do końca doskonałego” aż po „dzień przed końcem”, czyli moment zbliżania się do mety. Po drodze wskazuje na możliwości, identyfikuje potencjalne przeszkody, podpowiada jak nie stracić celu z oczu. Jaka jest jego recepta na sukces?

Dwa rozdziały „Zrobione! Nauczyć się kończyć to, co zacząłeś” przyciągają uwagę szczególnie. Porady Jona Acuffa, choć początkowo budzą wewnętrzny sprzeciw, są tak naprawdę najlepszym co może nam się trafić.

Rezygnacja z jednego działania, aby zwiększyć szansę na realizację innego? To nie kolejna wymówka, by czegoś nie robić, ale całkiem rozsądny ruch! „Nowy cel wymaga zawsze zaangażowania najcenniejszego z naszych zasobów, czyli czasu. (…) Tu perfekcjonizm próbuje nam wcisnąć swoje trzecie kłamstwo. Mówi: to wszystko da się pogodzić. A ja ci mówię, że się nie da.” Przywołując dość jaskrawy przykład, obrazujący porzucenie troski o wygląd przydomowego trawnika na rzecz opieki nad małymi dziećmi, Jon Acuff dowodzi, że wykreślenie konkretnych działań, które stają na drodze do realizacji danego celu jest całkowicie zrozumiałe i nie powinno rodzić poczucia winy. Odwołując się do tej kwestii, ubiega właściwie potencjalne wyrzuty sumienia i ułatwia dokonanie wyboru.

„Postęp (…) dokonuje się bez fanfar. Po cichu. Perfekcjonizm głośno mówi o porażkach, a o postępach milczy. Właśnie dlatego różne drobne informacje mają tak duże znaczenie.” – przekonuje Acuff i zachęca, by swoje działania wesprzeć twardymi danymi. Jak twierdzi, dane w przeciwieństwie do emocji nie kłamią i pozwalają zobaczyć prawdziwy obraz sytuacji. W momencie słabości lub zwątpienia stanowią dowód na ciągły (nawet jeśli nierównomierny) progres. Jednocześnie same w sobie stanowią obronę przed negowaniem faktów. Ich analiza pozwala na wyciągnięcie jasnych wniosków, które będą zmuszały nas do zmierzenia się z konsekwencjami poprzednich działań.

Choć „Zrobione! Naucz się kończyć to, co zacząłeś” jest przepełniona anegdotami z życia autora i jego bliskich, które mogą na pierwszy rzut oka nadawać narracji kształt luźnej opowiastki, Jon Acuff umiejętnie wyprowadza z nich trafne wnioski. Każdy z rozdziałów kończy się zwięzłym i konkretnym planem działania krok po kroku. I to właśnie ten motywujący wymiar, łączący „wiem jak się czujesz i z czym się mierzysz” z „powiem Ci, jak to zrobić” to największa zaleta tej książki.

„Rozpoczynać coś jest miło, ale przyszłość należy do tych, którzy doprowadzają sprawy do końca. Jesteś gotów dołączyć do tego grona?”

„Zrobione! Naucz się kończyć to, co zacząłeś” Jon Acuff

Wydawnictwo MT Biznes

Liczba stron: 244

Cena: 33,92 zł

 

,

Tajniki proksemiki – relacje w przestrzeni

Wyobraź sobie, że jedziesz na spotkanie do ważnego dla Ciebie Klienta. Po wejściu do sali okazuje się, że już na Ciebie czeka, a w dodatku jest w towarzystwie jeszcze dwóch osób. Wskazuje Ci miejsce, z którego swobodnie będziesz nawiązywał kontakt wzrokowy z każdą osobą. Lokalizujesz projektor i już wiesz, że będzie problem. Stoi za plecami Twoich rozmówców. „Że też, nie wpadli, że będę go potrzebował…” – myślisz, ale siadasz na wskazanym miejscu. Przecież nie będziesz przesadzał Klienta. Rozkładasz się ze swoimi materiałami, a kiedy nadchodzi moment wyświetlenia prezentacji przeciskasz się po projektor. Klient oczywiście chce Ci pomóc, więc wstaje, a z nim wszyscy pozostali uczestnicy, bo…też chcą pomóc? Możliwe jednak, że robią to, ponieważ czują dyskomfort kiedy ich szturchasz i chcą tego po prostu uniknąć.

Tego typu sytuacje rodzą pytania: Czy wolno nam „usadzać” Klienta? Jak zarządzać przestrzenią podczas spotkań biznesowych? Na ile sprawne poruszanie się w przestrzeni ma wpływ na efekty, które chcemy osiągnąć?

Aby odpowiedzieć na te pytania, warto pochylić się nad tematem proksemiki.

Proksemika to nauka badająca zależności przestrzenne między osobami, komunikującymi się ze sobą. Edward T. Hall amerykański etnolog, autor pojęcia, wyróżnił cztery przestrzenie komunikacyjne:

Rys. 1 Źródło: Pease A.,  Mowa ciała. Jak odczytywać myśli innych ludzi z ich gestów, Jedność, Kielce 2001, s. 22

Strefa intymna oraz osobista zarezerwowane są dla osób nam bliskich i relacji mniej formalnych. W biznesie mówi się o zachowaniu odległości ok 120 cm od rozmówcy, przy wystąpieniach publicznych 360 cm.

Zajmowanie miejsc w pomieszczeniu i przy stole

Z zasady to gospodarz wskazuje miejsce, które zajmą uczestnicy spotkania. Jednak elegancką praktyką jest zaproszenie gościa do wybrania korzystnego dla niego miejsca, później samemu zajęcie takiego, które będzie sprzyjało rozmowie. Jest to forma okazania szacunku zaproszonej osobie. Jako gość, czekamy na wskazanie miejsca przez gospodarza. Jeśli z jakichś powodów jest nieodpowiednie najlepiej zapytać, o możliwość zajęcia innego, uzasadniając swoją prośbę np. ułatwionym dostępem do kontaktu, projektora, możliwością nawiązania kontaktu wzrokowego z każdą osobą na sali. Lepiej o to zadbać już na samym początku spotkania, aby uniknąć niewygodnej sytuacji w trakcie. Zarówno w roli gospodarza, jak i Klienta unikamy siadania na wprost okna. Świecące w oczy słońce lub ruch za oknem nie sprzyjają prowadzeniu rozmów. Niekomfortowa byłaby sytuacja, w której Klient przez całe spotkanie mruży oczy albo jego uwagę co jakiś czas przykuwa ciekawa sytuacja za oknem lub szklanymi drzwiami. Na pewno takie doświadczenie nie wpłynęłoby pozytywnie na ogólną ocenę spotkania. Zasłonięcie okien z kolei wiąże się z koniecznością włączenia sztucznego oświetlenia wprowadzającego cięższą i senną atmosferę. Dlatego przygotowując się do spotkania warto zadbać nie tylko o zawartość merytoryczną, ale także o miejsce, biorąc pod uwagę m.in. ilość osób, wykorzystywane na spotkaniu narzędzia, materiały, formę w jakiej będzie utrzymane spotkanie.

Zajmowanie miejsca względem drzwi

Dość często można spotkać się z sytuacją, kiedy do spotkania dołączają kolejne osoby np. asystentka, spóźniony uczestnik. Dlatego, to gospodarz powinien usiąść tak aby być pierwszym, który zwróci uwagę na ewentualnie otwierające się drzwi do pomieszczenia. Oszczędzając w ten sposób zaproszonym, konieczności reagowania na nowo pojawiającą się osobę.

Zajmowanie miejsc przy stole

Najkorzystniejszy układ to tak zwana „pozycja narożna”. Czyli gospodarz oraz gość zajmują miejsca na rogach stołu. Taka pozycja sprzyja swobodnej gestykulacji i w pełni umożliwia obserwowanie rozmówcy. Pozwala na utrzymanie kontaktu wzrokowego. Umożliwia bezpośrednie przekazanie np. przygotowanych broszur, ulotek, dokumentów. Pozycja uznawana jest za bardzo dobrą, zwłaszcza jeśli jest to spotkanie handlowe mające na celu przekonanie kogoś do oferty.

Rys. pozycja narożna [źródło: PROFES]

Zajmując miejsce naprzeciwko siebie, rozmówcy nieświadomie stawiają się w pozycji rywali. Stół stanowi barierę, która utrudnia nawiązanie kontaktu i zmniejsza szansę współpracy. Praktyka pokazuje, że to często jedyny układ wielu salek konferencyjnych, dlatego nie mogąc dokonać wyboru miejsca, najlepiej zwrócić krzesło delikatnie w jedną stronę, aby nie siedzieć dokładnie na linii prostej z klientem.

Rys. pozycja naprzeciw siebie [źródło: PROFES]

Po tej samej stronie co Klient, siadamy, w przypadku wspólnej pracy, gdzie korzystamy z jednego dokumentu lub jednego monitora. To sytuacja, w której zachowanie odpowiedniej odległości ma bardzo duże znaczenie. Wchodzimy w strefę osobistą, dla wielu niewygodną i zbyt intymną.  Dlatego mówiąc, należy delikatnie się odsunąć, nigdy też nie dotykamy swojego rozmówcy. Nie poklepujemy ani nie muskamy, tłumacząc się kinestetyczną naturą. A jeśli to rozmówca przekracza granicę odległości? Paradoksalnie, zbliżamy się do niego jeszcze bardziej, robiąc to w sposób gwałtowny spowodujemy, że ten odsunie się na „bezpieczną odległość”. Po zakończeniu wspólnej pracy, wracamy na poprzednie miejsce (jeśli takie było) lub odsuwamy się, „zwracając przestrzeń”.

Jak dużo miejsca zająć?

Mniej więcej tyle samo, ile wszyscy inni uczestnicy spotkania, czyli krzesło i część biurka należącą do tego miejsca. Jeśli potrzebujemy go więcej, rozkładamy swoje materiały po stronie, przez nikogo nie zajętej. Ważne, aby unikać sytuacji, w której ograniczamy miejsce któremukolwiek z rozmówców. A jeśli jest to konieczne ze względu np. na niewielką powierzchnię stołu, dużą ilość materiałów, uzasadnijmy potrzebę zajęcia większej jego części, bliżej klienta kładąc to co chcielibyśmy, aby zobaczył np. foldery reklamowe.

Mowa ciała

A teraz kiedy już wszystko i wszyscy na swoim miejscu, „zajmij w swojej przestrzeni tak dużo miejsca jak to tylko możliwe”.  Naukowcy z Harvard University oraz  University of California at Berkeley (Cuddy, Amy J.C., Caroline A. Wilmuth, and Dana R. Carney. „The Benefit of Power Posing Before a High-Stakes Social Evaluation.” Harvard Business School Working Paper, No. 13-027, September 2012) badali w jaki sposób nasza mowa ciała wpływa na nasze myślenie i zachowanie.  Inspiracją do badań, była obserwacja świata zwierząt, gdzie zauważono zależność między pozycją jaką przyjmują samce alfa a poziomem hormonów odpowiedzialnych za pewność siebie (testosteron) i stres (kortyzol). Podobnie jak u zwierząt, także u ludzi, „zarządzanie” swoim ciałem oddziałuje na to jaką pozycję w „stadzie” zajmiemy. Dlatego jeśli chcemy być postrzegani jako pewni siebie, zdecydowani i wiarygodni nasza sylwetka powinna być wyprostowana, obie nogi stabilnie postawione na podłodze, ręce widoczne, oparte np. o blat stołu. Nie dość, że inni będą postrzegać nas jako „silnych” to sami będziemy czuć się bardziej pewni siebie, a to wszystko, dzięki zwiększonej produkcji testosteronu. Udowodniono, że nawet 2 minuty spędzone w tak zwanej „pozycji mocy” wpływa na wzrost tego hormonu, z kolei przyjęcie tak zwanej „pozycji słabości” powoduje produkcję kortyzolu, a co za tym idzie zwiększa odczucie stresu. Unikajmy zatem krzyżowania nóg oraz rąk, garbienia się i kurczenia np. obejmując się rękoma.

Artykuł ukazał się pierwotnie w tytule „As Sprzedaży” (nr 14, listopad/grudzień 2017).

Magdalena Pióro

Konsultant Zarządzający PROFES, trener, coach ACC i ICF. Pełniła funkcję HR Partnera, rekrutowała nowych pracowników z wykorzystaniem metody Assessment Center. Specjalizuje się w obszarach: Human Research, sprzedaż, obsługa Klienta, komunikacja, szkolenia, doradztwo typu train the trainers oraz coaching. Opracowuje merytorycznie i koordynuje projekty szkoleniowo-doradcze z zakresu wsparcia procesów rekrutacyjnych i wdrożeniowych.

, ,

Skuteczne nawyki – sekrety ludzi skazanych na sukces

Jak wynika z badań Fundacji Slowlajf, aż 70% organizacji w Polsce boryka się z problemem wypalenia zawodowego. Utratę zapału i lęk przed wejściem poziom wyżej zauważyć można m.in. u osób, które początkowo odnosiły znaczące sukcesy zawodowe. „Nie mają pomysłów na to, jak powtórzyć wcześniejsze sukcesy ani jak dokonać czegoś większego. (…) wielu żyje w ciągłym strachu, że coś zawalą i że na kolejnym poziomie sukcesu zupełnie sobie nie poradzą. Skąd ten strach? Skąd te trudności? Dlaczego niektórym udaje się od tego uwolnić i osiągnąć kolejny szczebel?” Brendon Burchard zwraca uwagę na to zjawisko jako na potwierdzenie tezy, że by konsekwentne osiągać wysoką skuteczność należy wypracować kilka tytułowych „skutecznych nawyków”.

By je zidentyfikować, przeprowadzono trwające 20 lat badania, w tym rozmowy coachingowe z liderami różnych obszarów. Ankiety, wywiady, oceny kompetencji zawodowych „ludzi sukcesu” pozwoliły wyodrębnić 6 nawyków – osobistych i społecznych, wraz ze wskazówkami jak wdrożyć je w codzienne życie. Dużą wartością pracy Brendona Burcharda jest jej wiarygodność, odniesienie do rzeczywistych sytuacji, zjawisk, praktyk. Kiedy już we wstępie podkreśla: „(…) świat oczekuje od nas generowania dodatkowej wartości, skutecznego przewodzenia ludziom oraz zarządzania sprzecznymi priorytetami i złożonymi projektami.”, dowodzi jak dobrze zna realia i wyzwania stojące przed współczesnym menedżerem. Potwierdza to sama książka i sposób prowadzenia narracji. Burchard pisze konkretnie i skłania do refleksji. Umiejętnie wykorzystuje formę storytellingu, by wprowadzić czytelnika w odpowiedni kontekst. Sześć opisanych przez niego nawyków różni się od porad, jakie znaleźć można w wielu poradnikach na temat budowania własnej efektywności. Brendon Burchard patrzy bowiem na to zagadnienie możliwie szeroko, osadza je w rzeczywistości menedżera i buduje w nim poczucie odpowiedzialności za wykształcenie w sobie tych nawyków. Udaje mu się to dzięki wskazaniu praktyk, przypisanych do konkretnego nawyku. Czytając wskazówki autora i decydując się na zrobienie pierwszego kroku, trudno później zatrzymać się i zawrócić.

Warto docenić również fakt, że autor „Skutecznych nawyków” patrzy na czytelników holistyczne, uwzględniając sferę emocjonalną, duchową i fizyczną. Poszczególne rozdziały jego książki zawierają więc nie tylko porady na temat zmiany nastawienia czy przeprojektowania sposobu własnej pracy, ale i wskazówki z zakresu kształtowania nawyków żywieniowych, w sferze aktywności fizycznej czy prawidłowego snu. Lektura „Skutecznych nawyków” jest skierowana do osób o wysokim poczuciu odpowiedzialności za swój rozwój, jednak wsparcie jakie na jej kartkach przekazuje autor, pomaga utrzymać konsekwencję w działaniu.

 

„Biorąc do ręki Skuteczne nawyki Brendona Burcharda nie sposób nie odnieść się do innej, znanej książki poświęconej nawykom skutecznego działania.

To, co łączy obie pozycje, to skierowanie uwagi uczestnika na samodyscyplinę i świadome kształtowanie swoich zachowań. Burchard również nie obiecuje, że jutro obudzisz się jako ktoś, kto osiąga same sukcesy. W odróżnieniu od autorów poradników obiecujących łatwy sukces, opisuje długotrwały proces budowania swojej efektywności. Książka Skuteczne nawyki obejmuje przy tym dwa ważne i związane ze sobą obszary – obszar osobisty i obszar społeczny. Jest wartościową pomocą przy budowaniu swojego własnego sukcesu, który dla każdego oznacza coś innego.

I jeszcze jedno: Do tego, aby sięgnąć po tę książkę potrzeba pewnej świadomości – musisz wiedzieć lub tylko czuć, że istnieje jakaś lepsza wersja ciebie, że masz nad czym pracować. To już jest coś, co stawia cię przed innymi, którzy tej świadomości nie mają. Jest tu jednak pułapka. Jeśli po przeczytaniu tej książki nie zrobisz nic, aby rozwinąć się we wskazanych obszarach – musisz zdobyć się na szczerość i odpowiedzieć sobie na pytanie, na ile rzeczywiście zależy ci na swoim rozwoju. Jeśli jednak masz to już przemyślane i wiesz, że to twój priorytet, sięgnij po Skuteczne nawyki Burcharda i działaj w kierunku wyższej skuteczności. Polecam.”

Krzysztof Gwozdek, Konsultant Zarządzający PROFES

 

 

„Skuteczne nawyki” Brendon Burchard

Wydawnictwo MT Biznes

Liczba stron: 483

Cena: 48,68 zł

, ,

Głód, żaba i szybkie porady – co czytać, gdy okazuje się, że doba nie jest z gumy

Czas to pieniądz, który należy mądrze wydawać. Jak to zrobić, kiedy realizacja zadań z listy „to-do” graniczy z cudem, a każde z nich zdaje się być równie ważne i równie pilne? Po które poradniki, podpowiadające jak efektywnie zarządzać czasem, warto sięgnąć, by przygotowanie się do tego zagadnienia nie okazało się – o ironio! – stratą czasu?

 „Głodni czasu. Efektywne 168 godzin w 7 dni lub tydzień” Laura Vanderkam, tłum. Joanna Sugiero, Wydawnictwo Onepress

Dla kogo: dla tych, którzy mają wrażenie, że coś notorycznie kradnie im czas

Ile czasu poświęcasz na sen? Czy czujesz, że pracujesz za dużo? Co mógłbyś zrobić, gdyby nie ograniczał Cię czas? – być może wiele razy zadawaliście sobie podobne pytania, jednak mając w głowie natłok obowiązków, odpowiedzi wcale nie motywowały do podjęcia działania. Laura Vanderkam – dziennikarka, autorka „Głodnych czasu” również od nich nie stroni, ale co ważne – umiejętnie wykorzystuje je do identyfikacji czynników utrudniających codzienne zarządzanie czasem. Zawodowym, lekkim piórem opisuje historie z życia wzięte, przytacza wyniki badań i analiz. Nie „czaruje”, pisze wprost o trudach radzenia sobie z obowiązkami, ale również – obnaża naszą tendencję do wyolbrzymiania własnego obłożenia zadaniami. Co z perspektywy czytelników najistotniejsze, Laura Vanderkam nie ogranicza swojej książki wyłącznie do rozważań, upominania i udzielania porad. Uzupełnia ją przydatnym narzędziem kontroli czasu, które wraz z każdym kolejnym rozdziałem wprowadza nas na wyższy poziom zarządzania swoją efektywnością, umożliwiając zajmowanie się przede wszystkim tym, co jest warte naszej uwagi.

P.S.: A czekając, aż zamówiona książka dotrze do Waszych rąk, zobaczcie co Laura Vaderkam ma do powiedzenia w kwestii zyskiwania kontroli nad czasem, oglądając jej wystąpienie na TED Talks: https://www.ted.com/talks/laura_vanderkam_how_to_gain_control_of_your_free_time#t-114822

 

„Zjedz tę żabę!” Brian Tracy, tłum. Marian J. Waszkiewicz, Wydawnictwo MT Biznes

Dla kogo: dla tych, którzy notorycznie tracą czas odsuwając od siebie zadania, budzące największe obawy

Kultowa książka o zarządzaniu czasem autorstwa kanadyjskiego guru rozwoju osobistego – Briana Tracy to przykład, że najlepsze porady wcale nie muszą opierać się na skomplikowanych koncepcjach. Żaba symbolizuje „twoje największe, najważniejsze zadanie, z którego realizacją będziesz prawdopodobnie zwlekał, jeśli nie zajmiesz się nim od razu”. Brzmi znajomo? Odkładanie „na potem”, „na później”, „na przy okazji” to jeden z największych grzechów w zakresie zarządzania czasem. Tym bardziej, że tytułowe płazy to nie tylko zadania czasochłonne i wymagające uwagi, ale zwykle także bardzo ważne, priorytetowe. Brian Tracy przedstawia więc 21 technik i narzędzi, ułatwiających organizację pracy, w tym znalezienie czasu na „zjedzenie tej żaby”. Dla tych, którzy potrzebują dodatkowej motywacji, by przełożyć teorię w praktykę, polecamy również workbook – zeszyt ćwiczeń pełen wskazówek i przykładów.

 

„Jak zaoszczędzić godzinę dziennie? Sprawne zarządzanie czasem” Michael Heppell, tłum. Marcin Dorosz, Wydawnictwo Onepress

Dla kogo: dla tych, którzy nie chcą przeprowadzać rewolucji, ale usprawnić organizację pracy drobnymi krokami

Książka „Jak zaoszczędzić godzinę dziennie” idealnie realizuje oczekiwania, jakie pokładamy w poradnikach z zakresu zarządzania czasem. Przede wszystkim: jest zwięzła. Treści prezentowane w poszczególnych rozdziałach są krótkie, napisane prostym i zrozumiałym językiem. W kilku słowach przedstawiają problem, by następnie od razu podpowiedzieć rozwiązanie. Na wybranych stronach znajdziecie „szybkie rady” i rzeczywiście, zapoznanie się z nimi wymaga mniej niż minuty wolnego czasu. Po drugie: książka Michaela Heppella jest przystępna. Brak w niej wydumanych metafor, natomiast sporo jest przykładów, cytatów, opisów sytuacji. Zaczynając lekturę danego rozdziału, można zapoznać się z krótkim podsumowaniem zawartych w nim informacji i zdecydować czy właśnie te zagadnienia są nam w tej chwili najbardziej potrzebne.  Po trzecie: jest szczera. Dawka humoru, mówienie wprost o „bandytach czasu”, „przeszkadzajkach” i strachu o konsekwencje mówienia „nie”, daje do zrozumienia, że autor doskonale zna problemy z jakimi się zmagamy i co ważniejsze – sposoby, jak je rozwiązać.

 

Artykuł powstał we współpracy z księgarnią internetową Casani.eu 

,

Noworoczne postanowienie rozwoju

Utrata wagi, porzucenie nałogów, rozpoczęcie regularnych treningów – lista najpopularniejszych postanowień noworocznych nie zmienia się od lat. Tym razem, postanowiliśmy zadbać nie o ciało, ale o ducha i przetestować bezpłatne narzędzia służące rozwojowi kompetencji.

#1: edX – wirtualne studia na Harvardzie

https://www.edx.org

Jedna aplikacja, 2000 kursów, dostęp do zasobów ponad 50 uczelni i instytutów naukowych z całego świata. edX to wirtualne narzędzie umożliwiające uczestnictwo w wykładach prowadzonych przez kadrę najznamienitszych uniwersytetów, takich jak: Harvard, Caltech, MIT, Sorbona, Juilliard, Princeton czy Oxford. Tematyka kursów jest rozległa i obejmuje m.in. obszar nauk humanistycznych, zagadnień informatycznych, analizy danych, sztuki i kultury, komunikacji, ekonomii, zarządzania biznesem, etyki czy nauk ścisłych. Zwyczajowo udział w jednym z wybranych kursów trwa kilkanaście do kilkudziesięciu dni i wymaga poświęcenia ok. 2-4 godzin tygodniowo. Jedyną płatną funkcjonalnością aplikacji jest uzyskanie certyfikatu potwierdzającego udział w szkoleniu.

#2: TED talks – codzienna dawka inspiracji

https://www.ted.com/talks

Platforma TED to jedno z najbardziej inspirujących miejsc, jakie można odwiedzić w Internecie. Ponad 2600 wystąpień znanych osób, pasjonatów swojej pracy, przedstawicieli kultury, przywódców największych firm na świecie – a wszystko to, by motywować, zmuszać do przemyśleń i zachęcać do dyskusji. Wśród najczęściej oglądanych przemówień znajdziecie m.in. „Język ciała kształtuje naszą osobowość” amerykańskiej psycholog społecznej Amy Cuddy (45 mln wyświetleń), „Jak wielcy przywódcy inspirują do działania” mówcy motywacyjnego Simona Sineka (36 mln) czy „Jak mówić, żeby nas słuchano” profesjonalnego oratora Juliana Treasure’a (24 mln).

#3: Lumosity – codzienny trening umysłu

https://www.lumosity.com/

A gdyby tak każdego dnia oddawać się krótkiemu treningowi rozwijającemu szybkość reakcji, pamięć czy koncentrację. Lumosity to aplikacja zawierająca ponad 50 gier opracowanych we współpracy naukowców i deweloperów. Korzystanie z niech rozpoczyna się od rozwiązania testu, który mierzy nasz poziom w trzech kluczowych kategoriach. Następnie otrzymujemy propozycje gier, które pomogą rozwinąć nasze umiejętności. Lumosity umożliwia śledzenie postępów, a nic przecież nie daje takiej satysfakcji jak widoczne rezultaty.

#4: Google Primer – nauka biznesu z ekranu smartfona

https://www.yourprimer.com/

Rozwiązaniem polecanym dla osób, które wraz z rozpoczęciem Nowego Roku chciałyby rozwinąć swoją wiedzę z zakresu prowadzenia biznesu i działań marketingowych, jest Google Primer. Aplikacja zawiera krótkie 3-5 minutowe lekcje interaktywne dotyczące m.in. social mediów, planowania biznesu i promowania marki, angażowania konsumentów, zarządzania contentem i marketingu digital. Główną zaletą Google Primer są podpowiedzi, jakie lekcje warto odbyć w następnej kolejności tak, aby uzupełniać i rozszerzać zdobytą już wiedzę.

#5: Wunderlist – praca na priorytetach

https://www.wunderlist.com/

Jeśli obszar, któremu w Nowym Roku chcecie poświęcić najwięcej uwagi, dotyczy zarządzania projektami i czasem – Wunderlist to rozwiązanie skrojone dla Was. Narzędzie to działa na każdego rodzaju urządzeniach, umożliwiając rozpisanie i aktualizowanie bieżących zadań, włączenie przypomnień, dzielenie się obowiązkami z innymi czy segregowanie ich w ramach projektów. Sprawdzi się więc zarówno w działaniu indywidualnym do samodzielnego zarządzania czasem, jak i w przypadku całego zespołu przy efektywnej organizacji pracy grupy.